Tag Archives: meksyk narkohandel

Meksykańskie Muzeum Narkotyków

Jest w Meksyku takie szczególne miejsce, gdzie można zobaczyć jak „od kuchni” wygląda przemysł narkotykowy. Z tym „można” nie do końca prawda, gdyż Muzeum Narkotyków nie jest otwarte dla zwiedzających, zwykli cywile muszą posiadać specjalną przepustkę. Tak, Muzeum Narkotyków, istnieje takowe. Powstało w połowie lat 80. XX w., jako kolekcja akcesoriów przejętych w walce z kartelami narkotykowymi. Wówczas głównymi zbiorami były tylko te związane z uprawą marihuany. Z czasem zbiory się rozszerzały. W miarę rozwoju narkobiznesu w Meksyku wzbogacały się o nowe elementy – te związane już z przemytem kokainy, produkcją amfetaminy i rozbudową swej potęgi przez kartele narkotykowe.

Tak wcześniej, jak i obecnie cel tej kolekcji ochrzczonej mianem Muzeum Narkotyków był jeden – edukacja przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Bazując na przechwyconych materiałach i odtwarzając w specjalnych salach warunki rzeczywiste, od prawie ćwierć wieku kształci się tych, którzy mają walczyć z narkobiznesem. Walczyć o to, aby wkrótce Muzeum Narkotyków nie było odzwierciedleniem brutalnej rzeczywistości, lecz reliktem minionych dni.

Co konkretnie się tam znajduje? Wszystko związane z handlem narkotykami i działalnością karteli narkotykowych – począwszy od makówek służących do wyrobu opium, działek kokainy i skonfiskowanej heroiny; poprzez odtworzone laboratoria, modele helikopterów wyszukujących uprawy narkotyków, zdjęcia przejętych transportów narkotyków, broni i pieniędzy, ilustracje przedstawiające rozwój nowych technik uprawy narkotyków; po perełki w kolekcji – akcesoria skonfiskowane  bossom narkotykowym: biżuteria i broń – ze srebra, ze złota, wysadzana drogocennymi kamieniami czy o rękojeściach z kości słoniowej.

Zarządca muzeum podkreśla, że zadaniem kolekcji nie jest gloryfikacja narkobiznesu, lecz świadectwo czynnej walki władz meksykańskich z tą plagą, walki uwieńczonej licznymi sukcesami. Jeśli wyobrazimy sobie wszystkie te eksponaty przechwycone przez 25 lat wojny z narkotykami, pierwsza myśl może być właśnie taka, o jakiej mówi zarządca. Zaraz potem jednak nasuwają się kolejne: jeśli aż tyle skonfiskowano, to jak dużo musiało dostać się na rynek? Skoro władze mają tyle sukcesów na swoim koncie, to czemu mimo to nie widać końca tej wojny?

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel

Legalizacja narkotyków – kolejny meksykański prezydent „za”

W lutym trzej byli prezydenci krajów Ameryki Łacińskiej: Fernando Henrique Cardoso (Brazylia), Ernesto Zedillo (Meksyk) i Cesar Gaviria (Kolumbia), stojący na czele Komisji Krajów Latynoamerykańskich ds. Demokracji i Narkotyków opublikowali dokument “Narkotyki i demokracja. Ku zmianie paradygmatu“. Postulowali w nim, aby Biały Dom przyznał, że dotychczasowa amerykańska polityka w tej materii zawiodła i domagają się nowego podejścia do zagadnienia – w tym m.in. rozważenia na poważnie legalizacji marihuany.

Ostatnio do Ernesta Zedillo dołączył kolejny były meksykański prezydent, Vincente Fox. W wywiadzie udzielonym CNN Fox powiedział, że obecna polityka antynarkotykowa nie działa. „Myślę, że nadszedł czas, aby rozpocząć debatę o legalizacji narkotyków. Musi to zostać zrobione wespół ze Stanami Zjednoczonymi, ale nadszedł czas, aby rozpocząć debatę. (…) Nie może być tak, że jedynym wyjściem dla państwa jest używanie siły”. Jako argument na rzecz legalizacji  narkotyków wskazał zniesienie prohibicji w USA w 1933 r., kiedy spadła przemoc wywoływana przez zorganizowane grupy przestępcze.

A więc kolejny były prezydent latynoamerykański popiera zmianę dotychczasowej polityki antynarkotykowej. Dobrze – bo dotychczasowa jest nieskuteczna. Jednym z punktów owej zmiany ma być legalizacja (na razie) części narkotyków, tzw. miękkich (marihuana). Na pewno jest to kontrowersyjne i dlatego na tym skupiają się media. Trzeba jednak zauważyć, że zarówno Komisja Krajów Latynoamerykańskich ds. Demokracji i Narkotyków, jak i Vincente Fox mówią o tym tylko jako o jednym z komponentów całościowej polityki. Głównym jej punktem ma być edukacja społeczeństwa, zmiana podejścia do narkotyków, narkomanów i sposobów ich leczenia (już o tym kiedyś pisałem).

Z jednej strony, pewne jest, że skoro dotychczasowe działania nie przyniosły efektów, to nadszedł czas na wypracowanie nowych rozwiązań. Otworzenie debaty o nowej polityce walki z narkotykami wydaje się niezbędne. Krwawa wojna z kartelami, która każdego dnia rozgrywa się na ulicach miast meksykańskich jest tego najlepszym dowodem. Z drugiej strony, zdecydowanie bardziej kontrowersyjne są aluzje, iż legalizacja marihuany to dopiero początek.

Warto zauważyć jeszcze jedno. Choć Vincente Fox i Ernesto Zedillo nie wystąpili nigdzie razem, ich wspólne przekonanie o potrzebie zmiany polityki antynarkotykowej świadczy o tym, że przedstawiciele wrogich sobie partii – odpowiednio PAN i PRI – w tej jednej kwestii stoją po tej samej stronie barykady. Taka jedność niewątpliwie cieszy – zwiększa szanse na wypracowanie konkretnych i skutecznych rozwiązań. Jedność ta jest zarazem dowodem, że problem narkotyków w Meksyku staje się coraz bardziej poważny i takie połączenie sił dwóch opozycyjnych względem siebie frakcji politycznych jest niezbędne w celu jego skutecznego zwalczania.

Na końcu jeszcze jedna, kto wie, czy nie najważniejsza kwestia. Odbiorcą ogromnej większości narkotyków z Meksyku (i świata) – i tych wyprodukowanych i tych tylko szmuglowanych przez Meksyk – są Stany Zjednoczone. Żadne nowe podejście względem narkotyków nie będzie możliwe bez zgody Waszyngtonu. Wydaje się zatem, iż podobnych apeli będzie więcej, będą napływały z całej Ameryki Łacińskiej próbując przemówić do rozsądku gospodarza Białego Domu i wywrzeć na nim presję. Jest szansa, że kiedy będzie ich naprawdę dużo, kiedy będą pojawiać się częściej wygłaszane przez osobistości znane i poważane, kiedy ten głos będzie słyszalny – wówczas efekt może zostać osiągnięty. Może…

1 komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel, usa

Co tam Panie słychać w Meksyku?

Bez zmian. Kartele trzymają się mocno…

Epidemia grypy zdominowała ostatnio temat Meksyku. Nie miało to jednak praktycznie żadnego wpływu na kwestię walki z narkotykami administracji Calderona. Kartele bynajmniej nie zaprzestały swoich działań. Grypa nie grypa, business is business – zarabiać trzeba. Stąd nie brakowało kolejnych doniesień o ofiarach walki rządu z narkotykami. Biorąc pod uwag tylko ostatnie dni możemy się dowiedzieć, że w zachodnim Meksyku ginie w różnych zamachach 9 osób, w południowej części kraju 7, na północy, w okolicach Ciudad Juarez jeszcze 4, w południowej części stolicy jest kolejnych 5 ofiar śmiertelnych, a władze przechwytują ponad 2 miliony tabletek pseudoefedryny.

Czy zatem zmieniło się cokolwiek, czy spirala przemocy się nakręca? Niedawno El Universal opublikował statystyki porównawcze ilości ofiar w pierwszych miesiącach tego i zeszłego roku (podaję za tym blogiem):

Picture 5Jak widać, liczba ofiar spada, jednak jeśli porównamy te pierwsze miesiące z tym samym okresem roku ubiegłego i tak rok 2009 jest gorszy. Już jakiś czas temu pisałem o tym, że zbyt wcześnie jest, aby wyciągać wnioski o zbliżającym się końcu przemocy w Meksyku. Wkrótce może się okazać, iż liczba ofiar wzrośnie. Perspektywa roku, dwóch lat dopiero pozwoli na opisywanie ogólnych tendencji.

A tymczasem co? Każdego dnia przechwytuje się kolejne transporty narkotyków, a na ulicach Meksyku znajduje się następne ciała. Choć przez jakiś czas nagłówki gazet mogą być zdominowane przez kryzys lub grypę, nie można zapominać o tym, że przemoc ciągle zbiera tam krwawe żniwo. Zarówno kryzys, jak i epidemia nie tylko nie zmniejszają problemu, lecz wręcz przeciwnie – dalej pogarszają sytuację wewnętrzną i bezpieczeństwo obywateli tego ponad 100milionowego kraju.

Dodaj komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel

Meksyk przez pryzmat trzech raportów

Ukazało się w ostatnim tygodniu kilka raportów dotyczących Meksyku będących cennym źródłem wiedzy dla zainteresowanych sytuacją w tym kraju:

U.S.-Mexico Strategic Partnership Needed to Help Mexico Improve Its Security Institutions – instytutu RAND. RAND, czyli Research and Development to instytut badawczy przygotowujący szereg badań i analiz. Raport przyznaje, że największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Meksyku jest zorganizowana przestępczość, narkohandel, ale podejmuje też zagadnienia związane z handlem ludźmi, nielegalną imigracją i ogółem problemów prowadzących do destabilizacji sytuacji w tym kraju. Wskazuje jak powinna wyglądać polityka Waszyngtonu, aby zapewnić stabilny i długotrwały rozwój instytucji publicznych w Meksyku i pomóc w walce z kartelami narkotykowymi (przede wszystkim oczywiście zastopowanie eksportu broni na południe od Rio Grande).

„Uniform Impunity: Mexico’s Misuse of Military Justice to Prosecute Abuses in Counternarcotics and Public Security Operations” to raport autorstwa Human Rights Watch dotyczący nadużyć meksykańskiej armii wobec ludności cywilnej w latach 2007-2008. Prezydent Calderón do walki z narkobiznesem w 2007 r. zaprzągł na szeroką skalę wojsko, gdyż policja była nieefektywna, słabo uzbrojona i skorumpowana. Zdecydowanie podniosło to skuteczność władzy w wojnie z kartelami narkotykowymi, za co na forum m-wym prezydent jest ogólnie chwalony. Pojawiły się jednak skutki uboczne. Meksykańska armia stała się źródłem nie tylko wielu kontrowersyjnych zachowań, ale także zbrodni, za co Calderón był i jest krytykowany przez część mediów i obserwatorów meksykańskiej sceny politycznej. Raport Human Rights Watch przedstawia 17 przypadków przestępstw popełnionych przez żołnierzy meksykańskich wobec 70 ofiar. Przestępstwa te obejmują m.in. zabójstwa, tortury, gwałty, bezpodstawne zatrzymania. Żaden z winnych nie został skazany za naruszenie praw człowieka…

– trzeci z raportów odnosi się do całego regionu, w tym także do Meksyku. Mowa o opublikowanym 30 kwietnia przez Departament Stanu Country Reports on Terrorism 2008, którego rozdział 2 poświęcony jest zachodniej hemisferze. Raport stwierdza: „Choć nie miał miejsca, ani nie wywodził się z terytorium Meksyku żaden incydent terrorystyczny uderzający w amerykańskie interesy/personel przemoc wzrosła do nowych poziomów i przemytnicy narkotyków pokazali chęć używania taktyki terrorystycznej”. Podsumowując można stwierdzić, iż obecnie nie ma jako takich zagrożeń działalnością terrorystyczną na terenie kraju, istnieje natomiast obawa, że destabilizacja w Meksyku jeśli nie zostanie szybko zastopowana może zostać wykorzystana przez terrorystów. Raport podkreśla jeszcze 2 kwestie: zgodną współpracę prezydenta Calderona z Białym Domem w walce z terroryzmem oraz niebezpieczeństwo wynikające z działalności karteli narkotykowych i przejmowania przez nich terrorystycznych metod walki: podstawianie bomb, ataki na podsterunki i oddziały wojskowe, porwania.

Jak prezentuje się Meksyk poprzez pryzmat tych trzech raportów? Odsyłam do lektury i wyciągnięcia swoich wniosków. Mnie się rzuca w oczy kilka kwestii. Raport przygotowany przez Departament Stanu gloryfikuje Calderona tam, gdzie jego polityka jest zgodna z kierunkiem propagowanym przez Biały Dom i krytykuje tam, gdzie od niego odbiega. Dużo mówi się o potrzebie zmiany w polityce Waszyngtonu. Mówią o niej politycy latynoamerykańscy, przedstawiciele ONZ, specjaliści i znawcy regionu i liczne media. Choć z Białego Domu napływają pewne pozytywne sygnały to ciągle brak znaczących i zdecydowanych kroków. Zapożyczając hasło wyborcze pewnej polskiej partii powiem: liczą się czyny nie słowa. Póki co tych czynów brak, pojawiają się tylko kolejne raporty mówiące o potrzebie zmian. Kiedy w końcu przyjdzie czas, gdy ukaże się raport podsumowujący owe zmiany w polityce Waszyngtonu wobec Meksyku i całego regionu?… Odnośnie publikacji Human Rights Watch – ktoś powie: mniejsze zło, w imię walki z potężnym narkobiznesem zabijającym rocznie w Meksyku ponad 6000 osób, kilkadziesiąt niewinnych ofiar jest ceną, którą można zapłacić za eliminowanie karteli. Nie, nie można. Tak samo, jak nie ma dobrych i złych tortur, dobrych i złych zabójstw – są tylko złe. Nie można tolerować ewidentnych nadużyć i przestępstw popełnianych nawet w teoretycznie dobrym celu. Nie można szczytnymi pobudkami usprawiedliwiać zbrodni. Winni powinni zostać ukarani, a armia powinna przyznać się do wykroczeń – byłoby to zrozumiałe, wszak w  każdym zbiorze jednostek, w każdej instytucji znajdą się czarne owce. Ktoś kto torturuje i zabija niewinne osoby nie działa bowiem w dobrej wierze, a służba w wojsku służy mu tylko jako wymówka do realizacji chorych pobudek.

Ps. o raporcie Country Reports on Terrorism 2008 w kontekście innych krajów Ameryki Łacińskiej będzie mówił następny post.

Dodaj komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel, terroryzm, usa

Przemoc w Meksyku maleje?

Jak relacjonuje meksykański dziennik El Universal, dnia 12 kwietnia miała miejsce konferencja prasowa sekretarza Rady Narodowej ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Meksyku, Monte Alejandro Rubido García. Według przekazanego przezeń raportu ilość zabójstw w Meksyku związanych z działalnością zorganizowanej przestępczości w pierwszym kwartale 2009 r. w porównaniu z ostatnim kwartałem roku 2008 spadła o 26%. Od początków stycznia do końca marca 2009 r. zabitych zostało łącznie 1960 osób, podczas gdy w okresie październik – grudzień 2008 liczba ta wynosiła 2644. W najbardziej dotkniętym przez przemoc mieście, Ciudad Juarez, w ostatnim kwartale zeszłego roku miało miejsce 547 zabójstw, w pierwszym kwartale tego roku było 331 zabójstw, co reprezentuje spadek o 39%.

Czy można zatem mówić o poprawie? Jeszcze na to zdecydowanie za wcześnie. Po pierwsze, to dopiero 3 m-ce – jest to okres za krótki, aby na jego podstawie prognozować długofalowe tendencje. Po drugie, jeśli przyjrzymy się statystykom za kolejne miesiące 2009 r., to zobaczymy, że w styczniu zabójstw było 591, w lutym 744, a w marcu 625. Ciężko tu o jakiekolwiek wnioski poza jednym – na wyciąganie wniosków trzeba poczekać, aż sytuacja się bardziej wyklaruje. Po trzecie wreszcie, statystyki te są pokłosiem zwiększonej obecności wojska na terenach aktywności karteli narkotykowych. Kiedyś wojsko będzie musiało się wycofać. Pytanie, jak wówczas będą wyglądały te statystyki…

Dodaj komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel

Hillary Clinton przyznaje – to USA napędzają narkobiznes

A jednak, stało się! Po coraz liczniejszych ostatnio głosach i apelach (m.in. przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, polityków i znawców regionu) domagających się od Waszyngtonu reorientacji w polityce antynarkotykowej, nadchodzi zmiana. Lepiej późno niż wcale.

To, że coś się ruszyło można było obserwować od kilku dni. Zapowiedzi wizyt wysokich urzędników amerykańskich w Meksyku, przystąpienie do wzmocnienia kontroli granicy i pomocy w tym zakresie południowemu sąsiadowi, wypowiedzi Obamy, że walka z narkohandlem to „wspólna odpowiedzialność” Stanów Zjednoczonych i Meksyku… Przełom nastąpił wczoraj, kiedy za Rio Grande udała się z wizytą sekretarz stanu, Hillary Clinton. Jeszcze podczas podróży samolotem powiedziała towarzyszącym jej dziennikarzom: „Oczywistym jest, że to, co robiliśmy nie działa. Nasz nienasycony popyt na narkotyki napędza narkohandel. Nasza niezdolność do zastopowania szmuglu broni za granicę, gdzie uzbraja kryminalistów spowodowała śmierć policjantów, żołnierzy i cywilów„.

Niby tylko kilka słów prawdy, a jednak niespotykane dotąd „wyznanie winy” przez Biały Dom. Niejako zaprzecza to skuteczności prowadzonej od ponad 30 lat amerykańskiej wojny z narkotykami! Przyznaje, że to amerykański popyt jest przyczyną rozwoju narkobiznesu. Jest to dobra wróżba na przyszłość odnośnie wojny z narkotykami, stosunków amerykańsko-meksykańskich i szerzej – relacji Waszyngtonu ze wszystkimi krajami Ameryki Łacińskiej. Nowy gospodarz Białego Domu przygotowuje szeroką strategię walki z narkotykami (może stąd opóźnienia w jej ogłoszeniu…) – nie tylko dla Meksyku. Nauczeni doświadczeniem lat 90., kiedy zlikwidowanie szlaku przemytowego z Kolumbii przez Karaiby na Floryde przyniosło tylko przeniesienie się owego szlaku do Meksyku właśnie, decydenci amerykańscy chcą tym razem podjąć globalną walkę z narkohandlem, na wszystkich frontach.

Meksyk jest tylko jedną z jej części – póki co najważniejszą. Oprócz przyznania się do winy i zapewnień o reorientacji w polityce antynarkotykowej, Clinton mówiła o przekazaniu dodatkowych 66 milionów USD na helikoptery dla meksykańskiej policji oraz przyspieszeniu realizacji Planu Merida (jak również o kwestiach gospodarczych i edukacji, gdyż jak podkreśliła: „Nasze stosunki są znacznie szersze i głębsze [niż problem narkotyków]”.

Wizyta i wypowiedzi Hillary Clinton były potrzebne, tym bardziej, że ze Stanów Zjednoczonych do Meksyku dopływały często sprzeczne sygnały, co do postawy względem kondycji państwa meksykańskiego i polityki antynarkotykowej nowej administracji amerykańskiej (o tym szerzej pisałem tutaj). Nawet drobne zatargi, jak publikacji Forbes’a prowadziły do napięcia we wzajemnych relacjach.

Choć deklaracje Clinton są dopiero pierwszym krokiem, to jest to zarazem pierwszy od dawna ruch, który dobrze wróży na przyszłość. Jeśli przełoży się na działania, będzie to milowy krok w wojnie z narkotykami. I jest duża szansa, że przeleje się to na polepszenie ogółu stosunków Białego Domu z całym regionem. Przekonamy się, czy z tej małej kulki śnieżnej zrobi się lawina już niedługo. W połowie kwietnia prezdenta Calderona odwiedzi Barack Obama, a następnie uda się na Szczyt Ameryk w Trynidad i Tobago (17-18 kwietnia). Być może tam, dojdzie do kolejnego symbolicznego kroku ze strony amerykańskiej, który zbliży je do państw Ameryki Łacińskiej.

Ps. ciekawe czy w tej globalnej walce z narkotykami znajdzie się miejsce na postulowaną przez wielu legalizację marihuany i traktowanie narkomanów jako chorych… wątpliwe…

2 Komentarze

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel, usa

Meksyk to NIE JEST (jeszcze) państwo upadłe

Jakiś czas temu natknąłem się na kolejny tekst przekonujący, że „Meksyk spełnia wszystkie kryteria państwa upadłego”… Nie jest to prawdą z różnych powodów (sam Ranking Państw Upadłych umieszcza go na 105. miejscu), które wyłożyłem w swoim tekście „Meksyk – państwo na skraju zapaści?„. W skrócie: kraj ten NIE JEST (jeszcze) państwem upadłym, lecz jeśli nie podjęte zostaną konkretne działania zaradcze, może się nim stać na przestrzeni najbliższych lat.

Jak widać polskie media przyjęły już bezkrytycznie kontrowersyjny punkt widzenia, jaki wciskają im media zagraniczne, głównie amerykańskie. Z jednej strony może to być ewidentne żerowanie na kontrowersji i sensacji. Z drugiej jednak, jest szansa, iż ta nagonka mediów wymusi konkretne zmiany i działania – tak od administracji Calderona, jak i Obamy. Ten ostatni już zaczął coś robić w tym kierunku.

Te oskarżenia o upadek państw meksykańskiego, odkąd się pojawiły były krytykowane przez administrację Calderona, w tym również przez samego prezydenta. Szczególnie, kiedy pochodziły nie z mediów lecz z ust wysokich urzędników amerykańskich.

Niedawno Obama wspomniał o możliwości przybycia na tereny nadgraniczne amerykańskiej armii. Minister Obrony Meksyku, Gen. Guillermo Galván odpowiedział, że nie będzie możliwe, aby amerykańscy żołnierze postawili stopy na meksykańskiej ziemi. Wspomnienie o wojnie amerykańsko-meksykańskiej z połowy XIX w., kiedy USA zagarnęły ponad połowę ówczesnego terytorium Meksyku (obecne stany Kalifornia, Teksas, Nowy Meksyk, Arizona, Nevada, Utah, Wyoming, Kolorado) jest jeszcze zbyt silne.

Prawdziwym źródłem oburzenia na południe od Rio Grande było jednak zeznanie przed senacką komisją Dennisa C. Blaira, dyrektora wywiadu, który przekonywał, że rząd w Ciudad de Mexico nie kontroluje pewnych części swojego kraju (skądinąd słusznie). Meksykański Minister Spraw Wewnętrznych stwierdził, że „takie wypowiedzi są niefortunne i nie przyczyniają się to wytworzenia klimatu pewności, niezbędnego do zwycięstwa w tej walce”.

Wobec takich wypowiedzi polityków i urzędników prezydent Calderón stwierdził: „Ma miejsce kampania, której celem jest zdyskredytowanie tego kraju”. Wskazuje, że poziom przestępczości w Meksyku jest niższy niż w Nowym Orleanie.

Z jednej strony nie może dziwić postawa rządu meksykańskiego, z drugiej jednak zgadzam się z redaktorami El Manana, którzy zauważają, iż „Nie wszystko to [co pojawia się w mediach i wypowiedziach polityków] jest kampanią, u której podstaw są jakieś ukryte motywy (…). Jest to rzeczywistość odzwierciedlana, doświadczana i przeżywana dzień po dniu w naszym własnym kraju”.

Podsumowując: Meksyk NIE JEST państwem upadłym, choć niewykluczone, że może się nim stać wkrótce. Administracja Calderona zamiast z oburzeniem odrzucać wszelkie wypowiedzi na ten temat jako „ataki”, powinna uważnie się w nie wsłuchać i rozważyć ewentualne zmiany, poprawki w walce prowadzonej z kartelami. Choć wydaje się, iż ta zwiększona przemoc karteli narkotykowych jest właśnie dowodem na skuteczność ofensywy Calderona. Za czym przemawiają też zdecydowanie mniejsze ilości przechwyconych narkotyków w ostatnim roku. Po szczegóły odsyłam ponownie do swojego tekstu. Optymistycznie wróży też ostatnia aktywność Obamy na tym polu, a szczególnie przekaz wczorajszej wizyty Hillary Clinton w Meksyku (- o czym później).

Zakończę kolejnym cytatem z El Manana: „Meksyk nie będzie państwem upadłym, ale jest państwem infiltrowanym. Meksyk nie będzie państwem upadłym, ale jest osaczony. Meksyk nie będzie państwem upadłym, ale jest państwem przeciętnym”.

Dodaj komentarz

Filed under meksyk, narkobiznes, narkohandel, usa