Category Archives: ameryka łacińska (ogólnie)

Blog przeniesiony.

Witam!

Wszystkich czytelników z przyjemnością informuję, iż blog, który miałem dotąd przyjemność prowadzić pod tym adresem przeniosłem na:

amerykalacinska.com.pl

Stało się tak z różnych powodów, efekt zaś i mnie da więcej możliwości oraz swobody i Wam mam nadzieję wynagrodzi niedogodności związane z ową zmianą.

Pozdrawiam

Marcin Maroszek

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie)

Country Reports on Terrorism 2008

Wracając do tematu raportów, a dokładnie tego publikowanego corocznie przed Departament Stanu – Country Reports on Terrorism 2008.

Odnośnie krajów latynoamerykańskich nie ma wielkich niespodzianek: raport tradycyjnie potępia państwa takie jak Kuba, Wenezuela, Nikaragua – czyli rządzone przez wrogich USA przywódców, a pochwala władze Kolumbii czy Meksyku za pełną kooperację z Waszyngtonem. Daje się zauważyć pewne złagodzenie retoryki, ale wymowa raportu jest niestety podobna do  unilateralnej, antyterrorystycznej polityki Busha.

Na pewno nie zrozumiałe jest, iż wśród 4 krajów określanych jako State Sponsors of Terrorism obok Iranu, Sudanu i Syrii jest tradycyjnie niestety Kuba. Przykre, bo Kubie daleko do reszty wymienionych państw, podobnie zresztą jak daleko do Północnej Korei, której raport nie uznaje za wspierające terroryzm…

Ciekawe jest sposób w jaki raport opisuje Kubę: jedna pozytywna cecha by za chwilę dorzucić coś negatywnego:

– „Choć Kuba już nie popiera aktywnie walki zbrojnej w Ameryce Łacińskiej i innych częściach świata, rząd kubański ciągle zapewniał azyl kilku terrorystom” ;

– „Fidel Castro wezwał FARC, aby bez żadnych warunków wstępnych wypuścili zakładników (…), potępił złe traktowanie porwanych i porywanie cywilnych polityków nie mających nic wspólnego z konfliktem zbrojnymaleczłonkowie ETA, FARC i ELN w 2008 r. pozostawali na Kubie” a „Kubańskie władze publicznie broniły FARC„;

– „USA nie mają dowodów na pranie pieniędzy związanych z działalnością terrorsytycznąaleKuba ma jeden z najbardziej sekretnych i nieprzejrzystnych narodowych systemów bankowych na świecie„;

-„rząd [kubański] nie zapewnił azylu żadnemu z amerykańskich uchodźców ściganych za terroryzmalerząd kubański zezwalał na pobyt amerykańskich uchodźców – w tym członków grup paramilitarnych takich, jak Boricua Popular, Macheteros czy Black Liberation Army

Skąd to rozdwojenie jaźni? Wydaje się, że Biały Dom nie chce zdecydowanie zmienić polityki wobec Kuby, ale zamierza prowadzić politykę małych kroków, o której już pisałem kilkukrotnie. Tymi plusami, które zapisuje na konto Hawany chce sprawić wrażenie, iż zmienia (zmieni?) swą politykę wobec Kuby. Minusami, które stawia zaraz potem musi natomiast usprawiedliwić brak  natychmiastowych, zasadniczych zmian = zerwania z dotychczasową polityką (czyli pozostawienie embargo, zaliczanie Kuby do państw wspierających terroryzm etc.), których oczekuje obecnie od Waszyngtonu niemal cały świat. Stara się udowodnić, że  dotychczasowa polityka wobec wyspy jest uzasadniona, gdyż Kuba to ciągle „zły” kraj – nie dość, że to dyktatura to jeszcze wspiera terroryzm. Niestety, ale  prawda jest taka, że po lekturze raportu trudno jest dopatrzeć się w nim powodów, dla których Kuba została zaliczona do grona Iranu, Sudanu i Syrii…  Pozytywne gesty Białego Domu wobec Hawany – których wyrazem są przytoczone wyżej urywki raportu – są zdecydowanie za małe.

Jak można było się spodziewać, raport spotkał się z odpowiedzią Hugo Chaveza, który nie przepuszcza okazji do kompromitowania Stanów Zjednoczonych – tym bardziej tych, które te same mu dostarczają. Raport zarzuca Wenezueli m.in. wspieranie lewicowych partyzantek w Kolumbii i brak kontroli na wspólnej granicy. W odpowiedzi dzień po publikacji raportu Chavez stwierdził m.in.: „W imieniu narodu wenezuelskiego odrzucam tą nową agresją imperium Stanów Zjednoczonych”.  Wkrótce w ślady Chaveza poszedł Fidel Castro i również wykorzystał okazję do ataku na Waszyngton. W swych reflexiones skrytykował raport amerykański wyliczając wszelkie „akty terroryzmu”, jakich dokonywały Stany Zjednoczone wobec wyspy od zwycięstwa Rewolucji w 1959 r.

Dodaj komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), kuba, usa

Sukcesy lewicy w Ameryce Łacińskiej

W marcu w wyborach prezydenckich w Salwadorze wygrał Mauricio Funes. Gdy w czerwcu obejmie urząd, w Ameryce Łacińskiej będzie 15 przywódców wywodzących się z lewicy, a z ważnych aktorów regionu jedynie Meksyk i Kolumbia rządzone są przez prawicowych prezydentów. Zainspirowało mnie to do napisania obszernego artykułu na ten temat: „Sukces lewicy w Ameryce Łacińskiej – analiza zjawiska„. Zapraszam do lektury.

2 Komentarze

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), usa

Biden wyjaśnia – nie zmieni się nic

Obama miał być tym, który wreszcie zmieni amerykańską politykę wobec Kuby, krytykowaną od lat na całym świecie – zwłaszcza w odniesieniu do prawie 50-letniego embarga: potępioną wielokrotnie przez ONZ  do której zmiany wzywało 15 państw-członków Caricomu (Karaibskiej Wspólnoty i Wspólnego Rynku), zaraz potem 33 państwa Ameryki Łacińskiej i Karaibów, a także amerykańskie środowiska naukowe i organizacje pozarządowe oraz biznes.

Tak jak myślałem (patrz: „Barack Obama wobec Ameryki Łacińskiej„, s. 7-9) embargo zniesione nie będzie. Ostatnie wypowiedzi wiceprezydenta Joe Bidena jasno to wyrażają. Najpierw zmiany demokratyczne na Kubie, potem zniesienia embarga. Czyli ta sama śpiewka, jaką znamy od kilkudziesięciu lat. Nic się nie zmienia.

Równie klarownie Biden przekazuje też informacje o wycofaniu się nowej administracji z wcześniejszych deklaracji, kiedy zapewniano o szybkim wprowadzeniu reformy imigracyjnej, w tym legalizacji pobytu w USA milionów Meksykanów. Głosy mniejszości latynoskiej zdobyte, więc po co się paprać w kontrowersyjne dla części społeczeństwa ustawy… Biden niemożność wprowadzenia reformy wyjaśnia kryzysem (większym bezrobociem – ergo – nieprzyjaznym stosunkiem społeczeństwa do legalizacji pobytu w USA licznej imigracji meksykańskiej).

Kryzys kryzysem, ale obietnice przedwyborcze powinny znaczyć coś więcej niż słowa rzucane na wiatr. Z drugie strony, obserwując polską scenę polityczną sam się dziwię, skąd we mnie takie przekonanie…

Dodaj komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), kuba, meksyk, usa

Narkotyki – Europejczycy są ignorantami

W weekendowym wydaniu GW sporo miejsca poświęcono problemowi walki z narkotykami. Jest tam m.in. interesujący wywiad z Danielem Mejią, kolumbijskim specjalistą do walki z narkotykową przestępczością „Koka odrasta w cztery miesiące„.

Mejia uznaje Plan Kolumbia za nieskuteczny – z prostej przyczyny: „Bo nie udało się zmniejszyć produkcji i szmuglu kolumbijskiej kokainy za granicę„. Szczegółowo wyjaśnia też, dlaczego zwalczanie produckji kokainy jest takie trudne (m.in. tysiące małych laboratoriów rozrzucone są po ogromnej i trudno dostępnej dżungli; zarówno półprodukty, jak i potem gotowe narkotyki są szmuglowane przez granice w niedostępnych i niemożliwych do ciągłego nadzoru miejscach; wieśniacy uprawiający kokę nie mają tak naprawdę inne alternatywy; dotychczasowe formy walki – jak np. spryskiwanie pół koki są nieskuteczne). Wskazuje, co zrobić należy, aby wojna z narkotykami miała szanse powodzenia: „Uderzyć w dostawy chemikaliów i benzyny, dotrzeć do laboratoriów, prowadzić infiltrację środowisk producentów i przemytników, wprowadzać agentów do siatek. Ja wiem, że to trudne i kosztowne, ale wysyłanie samolotów nad dżunglę kosztuje jeszcze więcej„.

Przede wszystkim jednak apeluje i zarazem zarzuca (w mej opinii słusznie) Europejczykom hipokryzję i brak działania. Oskarżamy Kolumbię o militaryzację i łamanie praw człowieka, a czy sami robimy cokolwiek, aby przeciwdziałać rozwojowi narkohandlu, który jest przecież odpowiedzią na nasze potrzeby i popyt?!

Czemu w takim razie Europejczycy nie ograniczają popytu na kokainę u siebie? Gdyby zrobili to do czasu, aż pokonamy FARC, mielibyśmy szansę na sukces. Jeśli tego nie zrobią, w Kolumbii nadal opłacać się będzie narkobiznes. Nie będzie FARC, znajdą się inni.

Europejczycy są ignorantami, są zakłamani. Muszą otworzyć oczy!

Europejczykom nie podoba się walka zbrojna? Czemu więc nie dołożą się do programów pomocy dla chłopów w Kolumbii, żeby mogli uprawiać coś innego niż kokę? Powiem panu coś: pewna szwedzka organizacja pozarządowa zaoferowała pomoc w uprawach alternatywnych. Ponad połowa budżetu poszła na biuro szwedzkiego urzędnika w Bogocie. Dla chłopów w lesie zostało 10 procent!

Nie podoba się Europie, że na wojnie z narkobiznesem dochodzi do pogwałceń praw człowieka? Ale upraw, produkcji i szmuglu strzegą armie! Jak „pokojowo” niszczyć pola koki, jeśli ciągną się wokół nich pola min przeciwpiechotnych. A na krzakach koki mocowane są małe jednostrzałowe pistoleciki, który strzelają, kiedy krzaki się wyrywa. Gangi przemytnicze zabijają bez mrugnięcia okiem. Proszę popatrzeć, co się dzieje dzisiaj w Meksyku, jak narkotykowe gangi mordują ludzi, jak sięgają po władzę. Myśmy to już przeżyli w Kolumbii w latach 80. i 90. To nie jest gwałcenie praw człowieka?

Krytykują nas za szkodzenie środowisku przez opylanie pól herbicydami. Ale znacznie większe szkody powodują producenci kokainy karczujący setki hektarów dżungli pod uprawy i wylewający zużyte chemikalia i benzynę do rzek!


Na końcu zawarte jest meritum:

Zgoda, potrzebne są nowe formy zwalczania kolejnych faz łańcucha produkcji i szmuglu. Trzeba stosować zasadę kija i marchewki. Zwalczać uprawy koki i uwalniać wieśniaków spod władzy gangów i armii, ale potem – tłumaczyć chłopom, żeby uprawiali co innego, i pomagać im. Do tego jednak potrzeba współdziałania krajów produkujących i konsumujących kokainę (podkreślenie moje).

Czy tego typu apele coś zdziałają? Miejmy nadzieję. Na pewno jednak nie prędko, dopiero kruszą lody zakonserowowanej tradycyjnej polityki antynarkotykowej nastawionej na zwalaczanie jedynie przemytu i handlu. Już w 2007 r. na m-wej konferencji poświęconej problemowi narkotyków Sekretarz Generalny ONZ mówił, że „największym wyzwaniem dla globalnego systemu kontroli narkotyków jest ograniczenie popytu„. Póki co jednak nic w tym kierunku nie uczyniono. Niedawno zakończona konferencja ONZ w Wiedniu dotycząca światowej walki z narkotykami przyklasnęła status quo, ponownie wygrały hipokryzja, zrzucanie winy na innych, niechęć przyznania się do porażki i brak dojrzałości, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za swój udział w rozwoju narkohandlu.

1 komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), kolumbia, narkobiznes, narkohandel

Artykuły

Powoli (bardzo powoli :)) staram się rozbudowywać niniejszego bloga. Od dziś zapraszam do nowej zakładki „ARTYKUŁY. Znaleźć tam można artykuły mojego autorstwa, jakie mam przyjemność od czasu do czasu pisywać dla różnych serwisów. Oczywiście artykuły poświęcone są tematyce Ameryki Łaciśnkiej. Część z nich ma charakter nazwijmy to „naukowy” :), część bardziej publicystyczny. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić do lektury. Mam nadzieję, że 1) spodobają się; 2) będą źródłem ciekawych informacji.

Dodaj komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), Uncategorized

Morales wydala kolejnego urzędnika USA

Stosunki amerykańsko-boliwijskie, odkąd prezydentem został Evo Morales do dobrych nie należą. Szczególne po wydaleniu przez niego ambasadora USA we wrześniu 2008 r. Po wygranej Obamy w wyborach prezydenckich spodziewano się ocieplenia wzajemnych relacji. Póki co, nic takiego nie nastąpiło.

Pod koniec lutego pojawiła się pierwsza drzazga w stosunkach La Paz z nową administracją w Waszyngtonie. Był to raport Departamentu Stanu o prawach człowieka na świecie, wytykający nadużycia władz boliwijskich w tej materii. Spotkał się on z krytyką rządu Moralesa (oraz Chaveza).

Dwa dni temu rząd w La Paz wydalił drugiego sekretarza ambasady amerykańskiej w Boliwii, Francisco Martineza. Morales twierdzi, że Martinez jest tajnym agentem CIA i spiskował z prawicową opozycją boliwijską w celu obalenia prezydenta. Zarzuca mu również kontakty z byłym kapitanem policji, Rodrigo Carrasco, oskarżonym o korupcję w Yacimientos Petrolíferos Fiscales Bolivianos – YPFB (państwowym przedsiębiorstwie zarządzającym  boliwijskimi zasobami gazu). Martinez został uznany za persona non grata i dano mu 72h na opuszczenie Boliwii.

Wcześniej, 26 lutego, rząd w La Paz zwrócił się do Departamentu Stanu z prośbą o wyjaśnienie, kim jest Francisco Martinez. Widocznie odpowiedź amerykańska nie była satysfakcjonująca. Waszyngton dementuje wszystkie oskarżenia wysuwane względem Martineza i uważa, że ruch ten „zaprzecza ostatnim wypowiedziom rządu boliwijskiego wyrażających chęć poprawienia bilateralnych stosunków”.

Nie tylko Boliwia wydala amerykańskich urzędników. We wrześniu 2008 r. w geście solidarności z La Paz ambasadora USA wydalił również Chavez. Ostatnio, amerykańskich urzędników pozbywa się z kraju również prezydent Ekwadoru… Gdzie to ocieplenie relacji na linii Stany Zjednoczone – Ameryka Łacińska? Ani Obama nie robi nic w tym kierunku, ani przywódcy latynoamerykańscy – wbrew zapowiedziom – nie ułatwiają mu zadania.

wykop.pl wykop ten artykuł

Dodaj komentarz

Filed under ameryka łacińska (ogólnie), boliwia, usa